Przy kościele parafialnym w Nowym Dworze znajdują się groby zamordowanych przez Niemców mieszkanek miasta oraz grób Jana Tomaszewskiego, ziemianina z Bobry Wielkiej, zabitego przez bolszewików. Z kolei na cmentarzu katolickim można znaleźć kwaterę żołnierzy polskich poległych w 1920 r.
Zachowała się ciekawa relacja z napadu bolszewików na Nowy Dwór. Swoje wspomnienia zostawił uczestnik tej kaźni, cudem ocalały Tadeusz Tomaszewski, dzie-dzic dóbr Rudawicy (dzisiaj w Białorusi). Jak relacjonuje, po kilkudniowym areszcie został poprowadzony wraz z innymi więźniami na cmentarz prawosławny w Nowym Dworze. Gdy przybyli na miejsce, jeden z żołnierzy *ujął mego brata za ramię powyżej łokcia i poprowadził w głąb cmentarza. Po chwili doszły mnie jakieś przytłumione głosy, a potem zgrzyt niby żelaza o żwir. Nastała cisza. -- Powrócił ów żołnierz niosąc coś w ręku.*
Grób Jana Tomaszewskiego na cmentarzu przykościelnym
w Nowym Dworze
Kwatera żołnierzy
poległych w 1920 r. na cmentarzu rzymskokatolickim w Nowym Dworze
*Rzucił to na ziemię. Poznałem buty i ubranie brata.* \[...\] *Starszy przyłożył mi nagan do skroni, poszedłem. Przyprowadził mnie na nieco otwartą przestrzeń za krzakami. W świe-tle ujrzałem brata Jasia leżącego w jednej tylko bieliźnie; leżał wyciągnięty na wznak z rę-kami założonymi pod głowę. Wzdłuż czoła czerniała szeroka ciemna szrama. Gdym Go ujrzał, lewa ręka brata wysunęła się z pod głowy i ruchem na odlew opadła na ziemię. Nie wiem czy to był odruch pośmiertny czy znak abym uciekał. Nie potrafię opisać jakie uczucie mną owładnęło, w każdym razie ani obaw żadnych, ani strachu nie czułem. Byłem jakby we władaniu jakiejś obcej siły. -- Razdiewajsia -- odezwał się mój kat. Spojrzałem na nie-go był o krok ode mnie z podniesioną do cięcia szablą. Księżyc oświetlał jego bladą twarz i otwarte w ziewaniu usta. Zacząłem się powoli rozbierać. Zdjąłem marynarkę i układałem porządnie na ziemi. Obserwowałem go spod oka. Widziałem, że jest nerwowo osłabiony. Rozbierałem się dalej aż zostałem tylko w bieliźnie i długich butach. Usiadłem na ziemi udając, że się mocuję z butem, który mi nie chce zejść z nogi i tak mocując się podsunąłem się w siedzącej pozycji do nóg mego kata. W tym samym momencie zobaczyłem koniec szabli opuszczonej ku ziemi. Znać ręka mu omdlała. Zerwałem się w oka mgnieniu z ziemi i pra-wy prosty wymierzyłem mu w szczękę. Nieco zgórowałem i przejechałem po ustach i nosie. Wydał jakiś okrzyk -- raczej strachu niż bólu i przechylił się w tył. W skoku na przód pra-wym ramieniem trąciłem go w pierś i byłem w krzakach. Pędem przebiegłem przez cmen-tarz, przesadziłem kamienny płot i biegłem po żytnim ściernisku. Gdy byłem już o jakieś 300 metrów od cmentarza usłyszałem starzał z karabinu.- Pewnie do pana Kazimierza mignęło mi w głowie i wtedy poczułem strach, dziki i zwierzęcy strach*...
Tadeuszowi Tomaszewskiemu udało się uciec. W czasie II wojny światowej wal-czył w Armii Krajowej, dożył do 1977 r. Jak wynika z dalszych wspomnień Toma-szewskiego, Kazimierz Docha, właściciel majątku w Bobrze Małej, także przeżył -- ranny udawał martwego i został porzucony przez bolszewików.